Zdjęcie ilustracyjne

Zdjęcie ilustracyjne (© Piotr Krzyżanowski)

Masz zdjęcie do tego tematu?

Wyślij

Na torach cały czas obowiązuje ograniczenie prędkości w związku z upałem. Podróżowanie z Wrocławia do Trzebnicy jest więc dziś jak udział w loterii.

- W poniedziałek z Wrocławia nie wyjechał skład o godz. 18.41. Nikt nie poinformował o tym pasażerów - irytuje się Piotr Samborski, który z kilkudziesięcioma osobami czekał na pociąg w Trzebnicy. Chciał nim wrócić do domu. - Zrezygnowałem. Musiałem pojechać autobusem. To nie jest pierwsza taka sytuacja na tym odcinku - dodaje zdenerwowany.

Kursy szynobusów odwoływano także w środę, 14 lipca. Podróżni nie mogli dostać się z Trzebnicy do Wrocławia o godz. 19.50 i z Wrocławia do Trzebnicy o godz. 20.52. Dlaczego? Bo przewoźników obowiązuje ograniczenie prędkości ze względu na upał.

- Jeżeli nałoży się więcej opóźnień tym spowodowanych, musimy szynobusy odwoływać - wskazuje Magdalena Szulecka, rzecznik spółki Koleje Dolnośląskie, która wozi ludzi z Wrocławia do Trzebnicy. - Ograniczenie prędkości zostało wydane 10 lipca do odwołania - tłumaczy Szulecka

O ile w ubiegłym tygodniu na Dolnym Śląsku rzeczywiście panowały upały powyżej 30 st. C, o tyle w niedzielę słupek rtęci spadł o ok. 20 stopni. Ograniczeń dla pociągów jednak nie zniesiono.

Koleje Dolnośląskie przekonują, że wolniejszą jazdę nakazała maszynistom spółka PKP Polskie Linie Kolejowe, zarządzające torami.

Pasażerowie nie wiedzą, które pociągi zjawią się na stacji, a które zostaną odwołane. I to nagle.

- To nie jest nasza linia - odpiera te zarzuty Oskar Olejnik, rzecznik Zakładu Linii Kolejowych we Wrocławiu. Wskazuje, że PLK odpowiada jedynie za odcinek z Wrocławia do Zakrzowa, a tu nie ma żadnych problemów.
∨ Czytaj dalej

Szynami z Zakrzowa do Trzebnicy zawiaduje już inna instytucja - Dolnośląska Służba Dróg i Kolei. Podlega ona marszałkowi województwa dolnośląskiego i to ona przyhamowała wagony na czas upałów. Jej pracownicy jakby nie zauważyli jednak, że za oknami zmieniła się pogoda.

- Wszystko już zostało odwołane - zapewnia Joanna Jarocka, rzecznik DSDiK. Problem w tym, że nic na ten temat nie wie spółka Koleje Dolnośląskie. Maszyniści nadal mają obowiązek jeździć wolniej. - Z Zakrzowa do stacji Brochocin Trzebnicki wszystkie składy muszą zwalniać do 30 km/h. To powoduje, że pociągi mają opóźnienia o ok. 10 minut.

Ograniczenia prędkości nie wzięły się znikąd. Na 13-kilometrowym odcinku maszyniści musieli szczególnie uważać, bo na torach powstały niebezpieczne wybrzuszenia. Właśnie z powodu wysokiej temperatury. Pracownicy DSDiK tory oglądali wczoraj i uznali, że nie ma tu już żadnego zagrożenia wykolejenia szynobusów.

Dlaczego więc spółka Koleje Dolnośląskie, a z nią pasażerowie nie mają gwarancji, że kolejne pociągi nie zostaną odwołane? Na to pytanie nikt wczoraj nie potrafił nam odpowiedzieć. Obie instytucje, czyli DSDiK i KD, upierały się przy swoich wersjach. Podróżnym pozostaje więc chyba szukanie innych środków komunikacji.

To nowa linia

Linia kolejowa Wrocław - Trzebnica została wyremontowana przez samorząd województwa za 12 mln zł. Szynobusy zaczęły kursować z Wrocławia do Trzebnicy we wrześniu ubiegłego roku. Tą trasą pasażerowie nie podróżowali już od 1990 r., kiedy połączenie zostało zawieszone przez PKP. Marszałek Dolnego Śląska przejmując ten odcinek od PKP, zaczął budować w regionie Dolnośląską Kolej Dojazdową. Jej celem jest połączenie Wrocławia z ościennymi gminami. Do 2011 roku mają zostać ukończone remonty torów z Wrocławia do Świdnicy, Legnicy i Żmigrodu.

Komentarze (0)

Podane dane osobowe będą przetwarzane przez POLSKAPRESSE Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

Zaloguj się / Zarejestruj się!

Brak komentarzy. Możesz być pierwszy!

Więcej na temat: